czwartek, 10 czerwca 2010

Amerykańscy Chłopcy

„W kwietniu 2004 roku armia stanów zjednoczonych odnotowała największą liczbę ofiar od momentu, w którym wojna w Iraku została oficjalnie zakończona.” „To opowieść o jednym z takich kwietniowych dni.” Tymi napisami zaczyna się film „Amerykańscy chłopcy” z 2005 roku.

Zgodnie z definicją Jeana-Louisa Comolliego i Jeana Narboniego, opublikowaną na łamach, „Cahiers du Cinéma”: „Każdy film jest polityczny w tym stopniu, w jakim został określany przez ideologię. Ze wszystkich sztuk kino jest najsilniej zdeterminowane ideologicznie, z uwagi na zaangażowane tu środki ekonomiczne.”

„Amerykańscy chłopcy”, co nie trudno zauważyć, są produkcją promującą politykę ówczesnego prezydenta USA, Georga W. Busha. Aby lepiej zrozumieć ideologiczną wymowę obrazu, warto zapoznać się z podstawowymi faktami dotyczącymi najnowszej historii Stanów Zjednoczonych.

W Maju 2003 roku, Georg W. Bush na pokładzie lotniskowca USS "Abraham Lincoln" ogłosił zakończenie wojny w Iraku. Dodał jednak że, nie jest to jeszcze ostateczne zwycięstwo.

Od tego momentu zaczęła się okupacja Iraku, mająca na celu ustabilizowanie sytuacji politycznej w państwie a także utworzenie Nowego Iraku. Niestety, było to jedynie medialne zakończenie wojny, ponieważ walki pomiędzy Irakijczykami a wojskami okupującymi, nie zmalały a wręcz się nasiliły.

Społeczeństwo Amerykańskie było już zmęczone wojną w zatoce. Na niekorzyść działał również fakt, że do lipca 2005 roku, 1300 strat amerykańskich, z 1600 wydarzyło się już po 1 maja 2003. Do opinii publicznej dochodziły również informacje o licznych zabitych wśród cywili oraz bestialskim traktowaniu więźniów przez wojska stabilizacyjne. Naród zaczął domagać się stopniowego wycofywania wojsk z Iraku. Pojawiły się problemy znane z wojny w Wietnamie - ogólna niechęć do wojska i co się z tym wiąże, pogardliwe traktowanie weteranów wracających z Iraku.

Spróbujmy teraz przyglądnąć się „Amerykańskim Chłopcom”. Film opowiada o oddziale amerykańskich żołnierzy, patrolujących przedmieścia Bagdadu. Tytułowi „Chłopcy” są pierwszymi, postaciami a zarazem jedynymi, które tak naprawdę poznajemy Przez cały film jesteśmy poddawani charakterystycznej dla kina ideologicznego typizacji, polegającej na oddzieleniu dobra od zła – amerykańskich żołnierzy i ich ewentualnych sprzymierzeńców od całej reszty. Co za tym idzie, jedynymi bohaterami, z jakimi mamy szansę się zidentyfikować są właśnie amerykanie. Dzieje się tak dlatego, że widzimy ich twarze, poznajemy ich imiona , stopnie wojskowe , przeszłość. Stoją w wyraźniej opozycji do anonimowych Irakijczyków, którzy są albo zamaskowani, albo pokazywani z daleka, co sprawia że nie jesteśmy w stanie zobaczyć jak wyglądają. Zostało im również odebrane prawo głosu, ponieważ z racji tego, że nie mówią po Angielsku, ich wypowiedzi nie są tłumaczone. Na tym nie koniec. Irakijczycy-Terroryści są nacechowani negatywnie. Zabijają cywili, gwałcą kobiety, bezczeszczą zwłoki. Na dodatek, przez cały film wyolbrzymiana jest ich nieudolność w prowadzeniu działań wojennych. Przez cały czas mają przewagę liczebną i większą siłę ognia. Używają moździerzy, wyrzutni rakiet, itp. a nie udaje im się zniszczyć nawet samochodu Amerykańskich Chłopców. Kiedy w końcu oddają celny strzał okazuje się, że ów ciężarówka, którą wysadzili, przewoziła więcej więźniów niż żołnierzy. Amerykanie są ich całkowitym przeciwieństwem - są głosem Ameryki, kraju upominającego się o budowane przez blisko 300 lat wartości, takie jak: honor, patriotyzm, odwaga. Szanują ludzkie życie i nie strzelają kiedy w pobliżu są cywile. Oddają cześć poległym w walce, nawet jeżeli są to ich wrogowie. Celnie strzelają, a dzięki inteligencji wychodzą cało z każdej opresji. Nawet kiedy, tak jak w finalnej scenie filmu, uzbrojeni są jedynie w noże i muszą stoczyć walkę z bardziej liczebną, lepiej wyposażoną grupą Irakijczyków.

Nasz oddział składa się z Latynosów, Afro-Amerykanów i przedstawicieli rasy białej, są w nim zarówno katolicy jak i żydzi. Przekaz jest oczywisty – przedstawiciele każdej grupy etnicznej, tworzącej wspólnie naród amerykański, chcą walczyć dla dobra Ameryki - wyzwalać zniewolone narody i krzewić w nich wyżej wymienione wartości. Tak jak mówi dowódca oddziału „Tu nie chodzi o nas, tu chodzi o wolność i idee”. Jedynym Irakijczykiem, którego poznajemy z imienia jest dowódca policji, który ratuje życie naszym dzielnym chłopcom. Wyznaje on te same prawa i idee co amerykanie. Wierzy że okupacja Iraku jest konieczna, by zaprowadzić w nim upragniony porządek. Żołnierze nie długo zwlekają by, zadość uczynić za uratowanie im życia. Kilka minut później, w szeregach policji wykrywają zdrajcę, który chciał przeprowadzić zamach w policyjnej siedzibie. Na pytanie Irakijskiego oficera „Komu mam, zaufać skoro nie mogę ufać własnym ludziom?” amerykanie odpowiadają „Możesz zaufać nam !”. Chwilę później, w drodze do tajnego więzienia CIA spotykają wykształconego Irakijczyka mówiącego po angielsku, który winą za wszystkie krzywdy jakich doznał, obarcza wojska okupujące Irak. W więzieniu są świadkami tortur jakim poddawani są Irakijczycy. Poznają również jedynego złego Amerykanina, który tak naprawdę nim nie jest, ponieważ mówi z wyraźnym obcojęzycznym akcentem. Po za tym człowiek ten cały czas podkreśla, że to co dzieje się w więzieniu, to sprawa CIA, a nie wojska. Następnie zaczyna „przesłuchiwać” więźnia z którym rozmawiali podczas podróży do więzienia. Żołnierze po krótkim namyśle ignorują rozkazy w imię wyższych wartości i odbijają więźniów z rąk sadystycznych agentów CIA. Ten fragment filmu jest odpowiedzią na zarzuty społeczeństwa o nieprzestrzeganiu przez wojsko konwencji genewskiej i niejako spycha winę na agencję wywiadowczą.

W trakcie filmu dowiadujemy się, że dowódca oddziału przed wstąpieniem do wojska był przestępcą i dzięki armii wrócił na drogę prawa. Służba pomogła również uwierzyć w siebie medykowi, który wstąpił do wojska, ponieważ bał się iż nie poradzi sobie w zawodzie lekarza. Te dwie, na pozór nieznaczące informacje są próbą odbudowania dobrego wizerunku armii USA, który został mocno nadszarpnięty przez media.

Na podstawie wskazanych przeze mnie przykładów ideologii obecnych w filmie, widać wyraźnie, że twórcy filmu „Amerykańscy Chłopcy” stosuje ją świadomie. Trudno więc uciec od wniosku, biorąc pod uwagę, że nie jest to wysoko budżetowa, Hollywoodzka produkcja, iż film powstał na wyraźne polityczne zamówienie. Przytaczając słowa francuskiego filozofa marksisty, Louisa Althussera: „ludzie w ideologii nie przedstawiają sobie realnych warunków istnienia, swego realnego świata, ale przede wszystkim swój stosunek do tych przedstawionych warunków. Jest to stosunek, który znajduje się w centrum każdego przedstawienia ideologicznego, a więc urojeniowego realnego świata!”. Wychodząc od słów Althussera, można więc uznać wyidealizowany świat przedstawiony w „Amerykańskich Chłopcach”, za świat, jakim chcieliby widzieć ludzie, będący u sterów władzy w USA. Taka interpretacja staje się jeszcze bardziej prawdopodobna, jeśli zdamy sobie sprawę, że nawet wielkobudżetowe, hollywoodzkie filmy wojenne powstają, przy pomocy Pentagonu, który nieodpłatnie wypożycza wart wiele milionów sprzęt wojskowy. Warunkiem jest oczywiście ukazanie wydarzeń, w zgodzie z panującą ideologią.

W podziale dokonanym przez Comolliego , który dzieli filmy na siedem grup ze względu na stosunek do ideologii, „Amerykańskich Chłopców” przypisać możemy do grupy filmów o treści politycznej, akceptującej język i wyobrażenie panującego systemu. „Amerykańscy Chłopcy” nie próbują nawet udawać, że jest inaczej.

 
1 , 2